View Comments
Temat mięsopustów,  mięsopustników i  dziadów wzbudził duże zainteresowanie i dyskusję na Portalu.
 
Chciałbym zachęcić do lektury książki pt. „Zwyczaje, wierzenia i obrzędy na Ziemi Żywieckiej” jako uzupełnienie wiedzy o dziadach i tego co się wokół nich dzieje.

Książka została wydana w roku 2002 przez Wydawnictwo Towarzystwa Miłośników Ziemi Żywieckiej. Jest to praca zbiorowa pod redakcją pana  Mirosława Miodońskiego. Podając w cytatach fragmenty artykułu i referatu  zawartego w powyższej książce, chciałbym  przedstawić czytelnikom jak wyglądały zwyczaje mięsopustne dawniej oraz  jak wyglądają,  i jakie  mają znaczenie stroje, maski i dodatkowe elementy używane  przez obecne dziady.

Magdalena Meres
„Z koniem po mięsopuście”
Przyczynki do opisu  zwyczajów zapustnych Górali  Żywieckich


„Na terenie wsi żywieckiej przetrwało do naszych czasów wiele reliktów dawnych obrzędów dorocznych, wśród których na pierwszy plan wysuwają się wcale żywotne jeszcze zwyczaje zimowe, a szczególnie korowody przebierańców noworocznych, zwanych „dziadami”, „jukacami” i „ślakcicami”. Zwyczaje te znalazły  wnikliwe opracowanie w artykule Barbary Bazielich i Stefana Deptuszewskiego pt. „Ślakcice i dziady – widowiska zwyczajowe” (Polska Sztuka Ludowa r. 1959 nr 1-2). Obszerny opis roku obrzędowego odnaleźć  można w materiałach zebranych przez „Koło Krajoznawcze” uczniów Gimnazjum  w Żywcu, pod kierunkiem profesor Jadwigi Bartoszewicz . Zbiór materiałów zatytułowany „Boży Rok” został wydany drukiem, jako dodatek do czasopisma „ Orli Lot” (r. 1934).

Do powyższych opracowań, a także innych przyczynków dotyczących kultury ludowej Żywiecczyzny, rozproszonych w różnych czasopismach etnograficznych, społeczno-kulturalnych  i krajoznawczych  warto dorzucić opis ciekawego zwyczaju  zwanego „Mięsopustem” lub  „Mięsopuśnikami”, jaki jeszcze zachował się reliktowo na terenie powiatu żywieckiego we wsiach Sopotnia Wielka i Sopotnia Mała. Zwyczaj ten związany jest ściśle, jak zresztą  wskazuje jego nazwa, z zapustami, które w polskiej kulturze ludowej zajmuja niepoślednie miejsce. Nie wdając się na tym miejscu w dociekanie genezy „Mięsopuśników” trzeba jednak zaznaczyć, że zwyczaj ten podobnie, jak i inne zwyczaje zapustne występujące w omawianych wsiach wykazuje wiele wspólnych cech i analogii ze zwyczajami zapustnymi innych regionów Polski, jak np. Wielkopolska, Śląsk, Krakowskie.
  

Trudno  obecnie wyznaczyć zasięg występowania tego zwyczaju na terenie Żywiecczyzny. Występował on przede wszystkim w tych wsiach gdzie tradycje „Mięsopuśników” są najsilniejsze tj. w Sopotni Małej i Sopotni Wielkiej, oraz Żabnicy i Juszczynie, gdzie „Mięsopuśników pamiętają bardzo starzy górale. W innych wsiach Beskidu Żywieckiego zwyczaj nie był praktykowany, lub został zarzucony bardzo dawno temu. W wielu miejscowościach istnieją tradycje zapustowych przebierańców, ale maskarada nie ma nic wspólnego z pięknym  sopotniańskim  „koniem”,  który wędruje od domu do domu w towarzystwie fantastycznego orszaku przebierańców, w okresie zapustów, zwanych „ostotkami”.

Zgodnie ze starą tradycją, począwszy od „Tłustego Czwartku” sopotniańskie gospodynie dbają, aby w garnkach nie zabrakło tłustego mięsiwa, by jadło było smaczne i obfite. Co starsze kobiety wyjaśniają że tłustość i obfitość jadła miała wpływ na wegetację roślin i urodzaj plonów. We wsi rozlega się muzyka i organizowane są zabawy , tak w poszczególnych domach , jak i w remizie strażackiej lub klubie. Dawniej miejscem zabaw była karczma. Kulminacyjnym punktem karnawałowych uciech są wystąpienia przebierańców zwanych „Mięsopuśnikami”. Dawniej tj. jeszcze około 30lat temu, „Mięsopuśnicy” chodzili po wsi prawie trzy dni, począwszy od ostatkowej niedzieli , a kończąc wtorkowym wieczorze. Współcześnie zobaczyc ich można już tylko we wtorek, przeddzień Środy Popielcowej i to tylko po południu. Ograniczenie to wiąże się z zarobkowa pracą uczestników obchodu, wykonywaną często poza terenem wsi. W skałd grupy „Mięsopuśników” wchodzą wyłącznie mężczyźni. Powinni być to kawalerowie, ale obecnie chodzą również żonaci. W grupie jest więc „koń”, czyli swoisty sopotniański lajkonik, są debry w liczbie kilku, jest śmierć oraz dwie pielgrzymki, a także muzyka. Strój „konia” składa się z barwnej czapeczki w kształcie fezu z dużą ilością zwisających wstążeczek, dolepionych wąsów i warkoczyków, oraz „konia”, czyli zmyślnie wyrzeźbionego końskiego łba z konopna grzywą, doczepioną do jeźdźca. Wzorzysta barwna spodnica służy koniowi jako rząd i okrywa nogi jeźdźca. Spod rzędu z tyłu wystaje konopiany ogon. Głowa konika oraz rusztowanie , na którym wspiera się barwna spódnica  są umocowane w pasie jeźdźca, który w swym stroju porusza się zupełnie swobodnie, trzymając  w ręku bat, z którego strzela.                                                              

„Śmierć” zaś odziana jest w białe prześcieradła, ma twarz pobieloną i groźnie wymachuje kosą. 

„Debły” z uczernionymi twarzami,  w baranich czapkach, w kożuchach odwróconych włosem na wierzch i przepasanych powrósłami ze słomy, dzierżą w rękach krótkie sznurkowe bicze zwane „strzylokami” oraz „worcki” z popiołem. „Pielgrzymki są tylko dwie. Są to chłopcy ubrani w stroje kobiece. Noszą na głowie czerwone chustki z doczepionymi różowymi kokardkami. Ramiona i plecy zakrywają wielkimi kolorowymi chustkami, najczęściej  w czerwonej tonacji, i przyodziani są oczywiście w spódnice.  W ręku niosą kobiałki, przeznaczone na jaja, które otrzymają w darze. „Muzykę” stanowły dawniej dudy, dzisiaj dudziarza zastępuje harmonista. Starzy górale podaja że kilkadziesiąt lat temu w skład grupy wchodzili jeszcze dziadek i babka, którzy w chustce zwanej „hajtką” nosili „dziecko” czyli szmaciana lalkę, dopraszając się datków „na dziedzko” przede wszystkim u dziewcząt i kawalerów.

„Mięsopuśniki” z trzaskiem i hałasem biegną przez wieś, wstępując kolejno do domów. Na czele biegnie „koń”, z rzadka wyprzedzany przez „debły” trzaskające z batów i zaczepiające przechodniów, szczególnie dziewczęta. „Muzyka” towarzyszy „koniowi” a za wszystkimi stateczniepodążają„pielgrzymki”. Przyszedłszy do domu „Mięsopuśniki” śpiewają na skoczną nutę:

Pokwolony  Jezus Krystus

Prziszli my tu tańcowaj

Nom się nogi pokrzywiły

Trzebo nom je prostowaj

Gospodarze wpuszczają ich do wnętrza domu i wtedy „koń” , „debły” i „śmierć” - przy wtórze muzyki - tańcząc zataczają kóło i śpiewają żartobliwe śpiewki szczególnie gdy w domu są niewydane panny:

Mięso-pustu jino dzień,

Stoi dziewce jako pień,

Stoi, stoi, bydzie stoć,

Aż się s niego bydom  śmioć …


Tak to właśnie miało wyglądać w przeszłości w sąsiednich miejscowościach. Dziwi fakt

że Pani Magdalena Meres nie wspomina o cięciniańskich dziadach które w ówczesnych czasach musiały przecież istnieć. Artykuł którego fragment został  zacytowany powyżej, pierwotnie powstał w roku 1968 i został opublikowany w „Karcie Groni” nr I-II Żywiec 1968 Dalej cytuję fragment  referatu  Pana Lucjana Grajnego, wygłoszony podczas międzynarodowej sesji popularno-naukowej pt. „Maska w obrzędzie” w Krakowskim Domu Kultury w dn. 11.02.1998.


„Dziady” to nazwa zwyczaju, w którym grupa przebierańców odwiedza w Sylwestra i Nowy Rok zagrody wiejskie, odgrywając swoiste przedstawienie, połączone ze składaniem życzeń, czyli właściwym kolędowaniem. ,,Dziady” występują tylko w niektórych leżących na zachód od Żywca miejscowościach, a mianowicie: Żywcu-Zabłociu, Cięcinie, Węgierskiej Górce, Żabnicy, Ciścu, Milówce, Kamesznicy, Lalikach, Szarem, Zwardoniu, a także w części Koniakowa należącej niegdyś do powiatu żywieckiego. Zastanawiające jest istnienie umownych  granic, jakie wyznacza tradycja. Z jednej strony jest to most na Sole  w Żywcu, z drugiej strony ograniczona ilość przysiółków południowo-wschodniego Koniakowa, gdzie docierają grupy przebierańców. Granice te istnieją żywo w świadomości uczestników obrzędu, są rygorystycznie przestrzegane, włącznie do wykluczania z dalszego kolędowania przebierańca, który naruszył te granice.
Od 25 lat dla różnych grup kolędniczych, w tym także „Dziadów”, organizowane są przeglądy znane pod nazwą „Godów Żywieckich”. To one, a także konkursy i wystawy plastyki obrzędowej, wyjazdy zagraniczne powodują pewne zmiany, nazwałbym to większą dbałością o poziom artystyczny przebrań poszczególnych postaci.

W skład typowej grupy „dziadów” wchodzi od kilkunastu do kilkudziesięciu przebierańców. Można ich podzielić na kilka zasadniczych grup. Najważniejsze z nich to postacie zwierzęce występujące w każdym zespole. Są to „koniki” w wysokich fantazyjnie zakręconych czapach, przy czym czapy te mają  tendencję do powiększania się. Kolędnicy przebranie za ”konie” noszą  na sobie ramę z doczepionymi dzwonkami i małą główką konika, nakryte wzorzystą kapą. „Koniki” występują zawsze parami od 2 do 6 w poszczególnych zespołach. Im przypada główna rola w obrzędzie, podobnie jak w „chodzeniu z kozą” czy „turoniem” w kulminacyjnym punkcie padają one na ziemię po czym następuje ich cudowne ożywienie. Stroje koników okazują się jednym z najbardziej zachowawczych przebrań; mam tu na uwadze kształt czapy, konstrukcje stelaża noszonego przez przebierańca. Zmiana głównie dotyczy barwności stroju, większej ilości użytej do jego wykonania bibuły, a także coraz bardziej wzorzystych materiałów użytych do wykonania kap.


Również parami występują w obrzędzie „niedźwiedzie” w strojach wykonanych z odwróconego na zewnątrz futra baraniego, w maskach przybierających różne kształty, bardziej lub mniej zwierzęcych. Ich rola polega na dokazywaniu, popisywaniu się ogólną sprawnością fizyczną w skokach, przewrotach itp. „Niedźwiedzie” przepasane łańcuchami zaprzęgają się do sań czy narzędzi gospodarczych, kloców itp., zaczepiają co urodziwsze dziewczęta. Ważnym punktem obrzędu jest „kulanie się niedźwiedzi”. Można w nim dopatrzeć się elementów magicznej kopulacji, częstokroć z ziemią. Stroje „niedźwiedzi” wykonywane dawniej ze znoszonych kożuchów, niekiedy ze źle wyprawionej skóry z psów – owczarków podhalańskich, dziś wykonywane są ze specjalnie garbowanych skór owczych. Maska („ryło”) niedźwiedzia przybiera różne formy: albo rodzaj czapki z futra z zakryta częścią twarzową, z otworami na oczy i usta, albo formę niekształtnej maski z wydłużonym nosem, oklejonej skórą króliczą. Zazwyczaj maski te mają czerwony akcent kolorystyczny w postaci obszywek oczodołów i czerwonego jęzora z tkaniny, bądź elementy te malowane są farbą olejną.
Ruchami „koników”, a także czasami „niedźwiedzi” kierują postacie zwane „Cyganami” lub „pachołkami od koni”,  „niedźwiedzi”. Ich stroje nasuwają pewne skojarzenia z mundurami zdobionymi fantazyjnymi odznaczeniami na piersiach, a nawet na plecach, pagonami oraz czapkami w kształcie rogatywek z doczepionymi pękami kolorowej bibuły. Nieodłącznymi atrybutami są krótkie pałki i gwizdki trzymane w ustach. Głos gwizdków i  dźwięk dzwonków „koników” stapiają się w jedno, dając wrażenie wielkiej wrzawy. Pałka w rękach „pachołka” służy do kierowania ruchów „koników”. Określona ilość  uderzeń pałką czy uniesienie jej w górę powoduje takie a nie inne zachowanie „koników”.

W niektórych grupach – zwłaszcza z Żabnicy występuje postać „Komendanta”. Jest to mężczyzna w mundurze wojskowym z licznymi odznaczeniami, pełniący funkcję kierownika zespołu. Czuwa on nad zachowaniem całej grupy, przywołuje do porządku, co bardziej rozochoconych przebierańców, składa gospodarzom życzenia itp.

Drugą stałą grupę uczestników obrzędu stanowią postacie nadzmysłowe: „śmierć”, „diabły” i poniekąd „macinule” zwane też „sznurkorzami”.

„Śmierć”  występuje zawsze w masce, przy czym zakończenie maski może przybierać kształt ostrosłupa bądź być płaskie. Ubrana bywa w biały strój z zaznaczonymi białą farbą kośćmi. Z tyłu, plecy zakrywa biała peleryna z napisem „koniec życia”, „za dwa lata koniec świata” lub podobnym. „Śmierć” z reguły zaczepia postronnych widzów grożąc im kosą. Niekiedy w występie zespołu można zauważyć znamienne zachowanie się „śmierci”, podczas gdy „koniki leżą, następuje ogólna cisza, kapela przestaje grać, wtedy „śmierć” przejawia niezwykłe ożywienie, biegając wśród leżących postaci zawodzi: „nie ma życia, nie ma życia”.


W każdej grupie jest też od dwóch do kilku „diabłów”, przy czym najczęściej występują parami, jeden z nich jest ubrany na czarno, drugi na czerwono. Postacie te występują zawsze w maskach, często z imponującymi rogami baranimi, w rękach maja długie widły. Ich rolą jest sianie zamieszania zarówno wśród widzów, jak i pozostałych uczestników obrzędu.


Innym rodzajem postaci jest „Sznurkorz” zwany też „Macinulą” lub „Macidulą”. Istotą tego stroju sa ponaszywane na całej powierzchni różnobarwne strzępki tkanin w postaci kilkunastocentymetrowych pasków. Obecnie postacie te wystepują w maskach, nie należy to jednak do reguły. W niektórych zespołach twarze „sznurkorzy” zasłaniają zwisające z nakrycia głowy kolorowe gałganki. W rękach ma zazwyczaj wypchanego królika lub wysuszony świński pęcherz, którym rozdaje razy niespodziewającym się tego obserwatorom widowiska. Pochodzenie tej postaci jest niejasne. Nie ma ona analogii do jakichkolwiek postaci rzeczywistych, ani ze świata nadprzyrodzonego górali żywieckich. W trakcie występu zachowuje się jak klown, popisuje się zręcznością fizyczną w formie skoków, przewrotów, wciągając w zabawę przygodnych widzów. W znacznej mierze jest to rola improwizowana. Podczas występu grupy, w której z nieznanych powodów zabrakło niedźwiedzi, „macinule” przejęły tę funkcję w obrzędzie („kulanie się, skoki koników” nad leżącymi „macinulami” itp.)


Do stałych postaci  w grupie „Dziadów” należą „Żydzi”. Postać „Żyda” zawsze w masce, o dużym ładunku ekspresji, z haczykowatym nosem, w wysokim cylindrze, z naklejonymi kolorowymi zdjęciami ma zazwyczaj dodatkowy napis: „Palestyna’, „Judea” lub podobny, jednoznacznie określający pochodzenie etniczne postaci. W ręku trzyma długa pałkę – miarę ze zbieżną skalą, która wymierza przestrzeń akcji. Ubrany w chałat ze znoszonego płaszcza z licznymi łatami, na plecach obowiązkowo garb, czasami obskurny plecak. Zazwyczaj jest postacią chromą, utykającą na jedną nogę. Istotnymi rekwizytami występującymi zamiennie są: puszka do zbierania pieniędzy z napisem PKO, zabawka pistolet maszynowy, aparat fotograficzny, księga, mapa itp. Rekwizyty służą „Żydowi” do improwizowania inscenizacji nawiązującej najczęściej do aktualnej sytuacji na Bliskim Wschodzie; np. „Żyd” zbiera pieniądze na wojnę uzbrojony wybiera się walczyć, z aparatem i stosownymi napisami występuje jako agent CIA lub KGB. W niektórych zespołach „Żydowi” towarzyszy Żydówka – mężczyzna mocno uszminkowany, wyzywająco ubrany, często symuluje ciążę i poród a wraz z „Żydem” odgrywa scenki o charakterze komediowym.


Coraz bardziej upodobniającą się do „Żyda” postacią jest „Dziechciorz”, postać której genezy dopatrywać należy się w wędrujących niegdyś po Żywiecczyźnie Słowakach, względnie Węgrach handlujących dziechciem, wykonujących drobne doraźne naprawy. Maski „dziechciorzy” o niższych cylindrach niż „Żydów”, także bywają oklejone kolorowymi fotografiami, niegdyś zakończone bywały starym, znoszonym kapeluszem filcowym.
Pewną innowację w tym zakresie wprowadził zespół z Milówki Prusowa wykańczając maskę „Dziechciorza” kaskiem używanym w przemyśle. Charakterystycznym elementem stroju „Dziechciorza” są  tzw. „kwaretki” – rodzaj przenośnego warsztatu noszonego na plecach. Widzimy tam wszelkiego rodzaju żelastwo, pęki drutu, podkowy, puszki po konserwach, kurze lub gęsie łapki itp., zamocowane najczęściej na tarze do bielizny. W ostatnich latach u niektórych „dziechciorzy” zaobserwować  można rury od odkurzaczy, a nawet pomysłowo skonstruowany aparat spawalniczy. Istota roli „dziechciorza” polega na improwizacji wykonywania róznych napraw w zagrodzie, na moment „Dziechciarz” pojawia się przy leżących „konikach”, ogląda im buty, dopasowuje podkowy itp.
Liczba tych postaci też nie jest ściśle określona, zwłaszcza że „dziechciorz” często utożsamiany  bywa z „Garnkorzem”, podobnie ubranym, wyposażonym w większą ilość starych naczyń, oferującym gospodyniom naprawę ich „statków”.


Do stałych ról należą też „Kominiarze” występujące w liczbie od jednego do kilku. Ich zadaniem jest wdrapywanie się na dachy i bardziej lub mniej pozorowane zatykanie komina. Przywrócenie do stanu pierwotnego bywa okazja do wypraszania datków.
„Kominiarze” występują w czarnych strojach, z umorusanymi twarzami lub czarnych maskach, z krótkimi drabinkami i wyciorami do kominów. W śnieżną zimę efektownie zjeżdżają z dachu w zaspy pod okapem, dalej wchodzą w interakcje z widzami smarując sadzami, co urodziwsze dziewczyny.

W zespołach dziadowskich zawsze występuje „Cyganka”, ubrana w kolorowe szmaty, w peruce na głowie, z dzieckiem na ręku lub na plecach. Zwykle na ręce ma torebkę lub koszyk. Jej rola to parodiowanie zachowania rzeczywistych Cyganek, a więc wróżenie z kart lub z ręki, wypraszanie jałmużny itp. W bardziej licznych zespołach „Cygankom” towarzyszy „Cygan”, wtedy oczywiście grają w karty, kłócąc się i oszukując nawzajem, a jeśli się nadarzy okazja kradną gospodarzom, co się im pod rękę nawinie.

Z reguły w zespole „Dziadów” występują postacie „Młodej Pani” w  towarzystwie „Młodego Pana”, grane oczywiście przez mężczyzn. „Młoda Pani” w stosownym białym stroju, z ostrym makijażem, „Młody Pan” w czarnym ubraniu z bukietem – kotylionem, w klapie, w cylindrze na głowie i białych rękawiczkach. Para ta parodiuje elegancików miejskich, prowadząc zabawne dialogi i rozmowy z widzami.

W ostatnich kilkunastu latach pojawił się szereg nowych postaci wziętych z życia, takich jak „Lekarz”, „Fryzjer”. Ci parodiują reprezentowane zawody, karykaturując je i wprowadzając pokaźną dozę humoru do widowiska.


Były też próby wprowadzenia postaci z innego kręgu kulturowego: „Indianina”, „Zorro”, itp., ale przedsięwzięcie to zakończyło się na próbach. Obowiązkowo w każdym zespole występuje od jednej do kilku postaci strzelających z długich batów. Tradycyjną postacią, która wypadła ze składu zespołów, jest postać „Księdza” z kropidłem występująca do lat 60. Zespoły z wymienionych wcześniej miejscowości spotykają się corocznie na przeglądach konkursowych zwanych „Żywieckie Gody”, co wpływa na dość daleko posuniętą unifikację zachowań i przebrań. Widoczne są liczne zapożyczenia i wyrównywanie się poziomu poszczególnych zespołów. Ewenementem na tym tle są „dziady” z Żywca-Zabłocia tzw. „Jukace”. Nie biorą oni (i nie brali nigdy) udziału w „Żywieckich Godach”, mimo że co roku starannie przygotowują stroje i  corocznie w Noc Sylwestrową i Nowy Rok przemierzają ulice Żywca.


Nieco inny od przedstawionych wcześniej jest skład i charakter występu „Jukacy”. Do podstawowych postaci należą tu „Kominiarze”, „Diabły” i „Jukace” dzielacy się z kolei, na „Baciarzy”, „Poganiaczy”, a najwyżej w hierarchii przebierańców stoi „Kasjer”, wyróżniający się czerwonym strojem.  Do II wojny światowej w skład grupy wchodziły „Niedźwiedzie”.
Z punktu widzenia strojów „Jukace” do tej pory używają najbardziej archaicznych masek. Są to maski wykonane z płata futra baraniego albo króliczego, ewentualnie z tkaniny z otworami na oczy i usta – zakrywające twarz przebierańca. Podobnie maski „diabłów” wykonane są tylko z futra z doczepionymi różkami bydlęcymi. Obowiązkowym elementem stroju każdego „jukca” jest pas z dzwonkami i długi bat. Nie są to stroje raz na zawsze skostniałe, zauważyć się da, że same kostiumy wykonywane bywają z coraz lepszych materiałów. Współczesność odciska piętno także i na tych zachowawczych maskach.
W bieżącym roku pojawił się „Diabeł” z doszytymi dużymi czerwonymi uszami, nasuwający skojarzenia z pewna postacią ze sceny politycznej. Analizując stare fotografie zespołów dziadowskich daje się zauważyć, że ich maski nie zawsze bywały wykonane z drewna. W większości były to maski z papieru lub tektury, oklejone masą z przeżutego chleba, malowane farbami olejnymi. Dużą rolę odgrywały maski wykonane jak u „jukacy” z futra króliczego lub baraniego. Właśnie taki charakter ma najstarsza maska w zbiorach Muzeum w Żywcu. Jest to płat skóry doczepiony do wysokiej stożkowatej czapy wykonanej ze słomy.

Z czasem na wzór masek papierowych zaczęto wykonywać maski z drewna lipowego. Wykonanie takiej maski powierzano najczęściej rzeźbiarzowi ludowemu lub amatorowi. Jednym z pierwszych bardziej znanych wykonawców masek był Ludwik Kubaszczyk z Koniakowa. Wzorzec diabła wykonany przez niego w latach 50. stał się na zawsze kanonem dla jego naśladowców – wnuków.

Dziś maski „diabłów” wykonywane w Koniakowie czy Istebnej przez Ryszarda Kubaszczyka i Henryka Kamieniarza rozpoznaje się na pierwszy rzut oka, jako maski z kręgu L. Kubaszczyka. Obok „diabłów” L. Kubaszczyk i jego wnukowie wykonywali jeszcze maski „Żydów” i „śmierci” o równie charakterystycznych cechach. Niewątpliwie najbardziej i najstaranniej wypracowane maski w zespołach dziadowskich mają „diabły” i „Żydzi”. Zazwyczaj mają one głęboko zaznaczone cienie i fałdy skóry, uzupełnione kędzierzawymi włosami z futra baraniego, końskimi włosami i bardzo często rogami bydlęcymi lub baranimi.
 W zbiorach Muzeum w Żywcu ok. 60% wszystkich masek to maski „diabłów”. Częstokroć widać w nich mozolne wykonanie najprostszymi narzędziami, pozostawiającymi ślady obróbki od strony wewnętrznej. W takich maskach, dla uniknięcia urazów twarzy, wprawione są podkładki z gąbki, wałeczków wypchanych wata itp. Częstokroć twórca wykonał jeden jedyny egzemplarz maski używany przez szereg lat w zespole. Do takich twórców, którym udało się wykonać szczególnie efektowne pojedyncze egzemplarze masek należą Władysław Słowik z Szarego i Józef Filary z Kamesznicy. Tego ostatniego próbuje naśladować Jacek Śleziak z Kamesznicy. Całą szpetotę starej pomarszczonej twarzy kostropatej i niemiłej oddaja maski „Żydów”, uzupełnione wysokimi cylindrami i owłosieniem a końskich ogonów lub pakuł. Maski te wykonywane były z tektury bądź z drewna. Na pierwszy rzut oka wyróżniał je wielki, w drewnianych maskach haczykowaty nos pokryty brodawkami, różnymi naroślami. Twarze malowane na czerwono, żółto z barwnymi cieniami sprawiają, że maski a w ogóle całe postacie „Żydów” odcinają się od innych postaci z zespołu. Takim przykładem jest maska „Żyda” wykonana z tektury przez Władysława Słowika z Szarego – znajdująca się w zbiorach Muzeum w Żywcu.

Mówiąc o wykonawcach masek, nie sposób pominąć dwóch postaci z Żabnicy, a mianowicie Mariana Chowańca i Józefa Kupczaka. Pierwszy w krótkim epizodzie życia związany z „Dziadami” wykonał kilka masek, które zwróciły na siebie uwagę. W zbiorach Muzeum w Żywcu znajduje się jedna maska „Dziechciorza”, pełna prostoty, ale skromnymi środkami oddającą istotę przedstawianej postaci. Niestety M. Chowaniec poprzestał na wykonaniu kilku masek w latach 60. Jeszcze dziś niektórzy informatorzy wspominają pełne wyrazu maski przez niego wykonywane.
Na czoło żywieckich wytwórców masek nasuwa się niewątpliwie Józef Kupczak. Od lat 60. w jego maskach występują zespoły „Dziadów” nie tylko z Żabnicy lecz także z Ciśca, Cięciny, Węgierskiej Górki, a nawet z Kamesznicy. Wielka renomę zyskał sobie profesjonalizm wykonywanych masek. Maski te są lekkie, dopasowane do twarzy przebierańca, bez niepotrzebnych zgrubień i zadziorów. Zewnętrzna część maski potraktowana jest na wskroś rzeźbiarsko z odpowiednio wyeksponowanym grymasem ust, zębami, nosem, zmarszczkami i fałdami skóry. Przy czym jedna bardzo istotna uwaga: J. Kupczak z reguły wykonuje maski w stanie surowym, bez malowania i bez wykańczania nakrycia głowy i owłosienia. Wykończeniem maski zajmują się użytkownicy, sprawiając, że maski tego samego rzeźbiarza nie są do siebie podobne, maja swój specyficzny charakter, a zespoły w tym zakresie nie przejawiają tendencji do unifikacji.
Obok j. Kupczaka w ostatnich latach wyróżnili się Józef Piela i Krzysztof Kamiński z Milówki-Prusowa. Obaj, mimo młodego wieku dali się poznać jako talenty czystej wody, a zespół którym kierowali do końca lat 80. plasował się w czołówce najlepiej ubranych grup przebierańców.


Na innym biegunie plasuje się zespół „Bałamuty” ze Zwardonia. W zakresie masek zespół ten najbardziej odbiega od tradycji. Od kilkunastu lat szef tego zespołu wykonuje maski z jakiegoś bliżej nieokreślonego tworzywa. Jako innowacja w zespole tym znalazła się też „babka z kozą”. „Koza” na Żywiecczyźnie towarzyszyła innym grupom kolędniczym. Wprowadzenie kozy do występu zespołu „Dziadów” można tłumaczyć konkurencją między zespołami, zwłaszcza, że nie jest to jedyny wyjątek. Także zespół z gminy Łodygowice swego czasu kilkakrotnie wprowadzał „Kozę” do swojego składu. Wspominam ten zespół, aby zwrócić uwagę na przypadki rekonstrukcji zamarłych już w danej miejscowości obrzędów. Zespól ten wyróżniał się także niekonwencjonalnymi maskami wykonanymi przez Wincentego Marka z Pietrzykowic. W. Marek jest twórca masek karnawałowych z lekkiej masy papierowej kształtowanych na formach, tzw. kopytach. Produkcję rzemieślniczą rozpoczął w czasach, kiedy odbywały się jeszcze karnawałowe bale maskowe, a maski takie kupić można było w egzystujących tu i ówdzie prywatnych sklepikach galanteryjno-pasmanteryjnych. Nie maja one cech maski związanej z obrzędami ani cech maski regionalnej. Ot typowe maski karnawałowe, których W. Marek wykonał w swoim życiu już sporo. Tenże zespół w masce W. Marka zaprezentował na jednym z przeglądów postać „Indianina”. 
  Niewątpliwie istniało i istnieje jeszcze wielu wykonawców masek, ale ich dokonania miały wymiar jednostkowy, nie wpływając zasadniczo na przebrania innych zespołów. W trakcie ostatnich penetracji terenowych  w Żabnicy i Ciścu zaznaczyło się nowe zjawisko, a mianowicie wykonywanie masek przez ojców – byłych uczestników obrzędu – dlaswoich nieletnich pociech.


Organizowane wystawy i konkursy plastyki obrzędowej dały impuls do powstania niewątpliwych dzieł sztuki ludowej jakimi są  maski, z tym że jest to nowy typ maski – maski dekoracyjne. Częstokroć dobre chęci musiały starczać za umiejętność takiego wykonania masek, aby można je było nosić. Wielu twórców poprzestawało na rzeźbiarskim potraktowaniu zewnętrznej części masek. 
  

autor: Jasiek


Dla zainteresowanych książkę można jeszcze znaleźć w Żywieckich księgarniach albo bezpośrednio w  siedzibie Towarzystwa Miłośników Ziemi Żywieckiej